12 sierpnia 2014

Obóz Team Spirit!

Początek sierpnia spędziliśmy na agilitowo-obikowym obozie nad Jeziorskiem. Miejsce było idealne, dużo przestrzeni dla rozszalałego borderka oraz woda, która jednak skutecznie odbierała pieskowi mózg. Czas był wypełniony treningami i niestety minął bardzo szybko. Miałam ze sobą aparat, jednak nie przywiozłam zbyt wielu zdjęć, w stosunku do ilości jaką potrafię zrobić.


Pierwszego wieczoru po przyjeździe i na szczęście po Texasowym treningu nadeszła burza, wprawdzie godzinę przed wyjazdem pobiegłam do galerii kupić kurtkę przeciwdeszczową, więc byłam przygotowana również na taką pogodę, ale wizja treningów w deszczu i psa uwalonego w błocie była mało ciekawa. Na szczęście resztę czasu świeciło słońce, co z kolei przypłaciłam zmienieniem koloru skóry na czerwony...


Jak to zwykle bywa, nie przemyślałam jednej kwestii, a chodzi o zostawanie piesełka w klatce. Texas był bardzo takim traktowaniem zniesmaczony i często głośno to oznajmiał. Klatka w naszym domu stoi, piesek jest do niej przyzwyczajony a nawet ją kocha... tylko kiedy mamusia wychodzi drzwiczki są otwarte ;) Niestety nie zawsze udawało się zostawić go w domku luzem - nie byliśmy sami, mieszkała z nami Nadia i gronek Piero. Texas swoją nienawiść do klatki wyraził również uszkadzając siatkę z drzwiczek po tym jak zorientował się, że jest w stanie wyjść sam... Raz zostawiłam ekspresy, zamiast podciągnięte do samej góry, na dole klatki. Nie wiem jak to się stało, ale Texasowi udało się je rozpiąć. Akurat tym razem zostawiłyśmy otwarte drzwi do domku, więc piesek wyleciał prosto na tor agility. Udało mi się go od razu przechwycić, bo wyszłyśmy jedynie do sklepu. Później ze względów bezpieczeństwa mojej biednej materiałowej klatki zostawał w metalu.


Od strony treningów jestem zadowolona z tego co zostało przepracowane. Byłam oczywiście nastawiona głównie na obi, gdy dowiedziałam się co mamy robić na treningach troszkę się zmieszałam. Przerabialiśmy podstawy, wstępy do ćwiczeń, dużo rzeczy, które robimy, bądź Texas już je umie. Liczyłam raczej na indywidualne sesje. Wprawdzie nie mamy dobrze zrobionej podstawy pod obi, ćwiczę z psem tak jak wymyślę, znajdę gdzieś w necie, dopiero niedawno zaczęłam pracować z psem 'bardziej świadomie'. Jednak ostatecznie jestem zadowolona z tego co robiliśmy, takie rzeczy jednak procentują w późniejszym etapie, szczególnie ocenione przez kogoś mądrzejszego. Notatki poczyniłam, więc mamy co utrwalać.
Coś jednak mnie załamało... nie sądziłam, że mój pies będzie miał taki problem z pracą przy wodzie. Texas kiedyś nie lubił pływać, w ogólnie nie wchodził do wody, szkoda, że jak zwykle poszło za bardzo w drugą stronę, a ja znowu za późno zorientowałam się, że mamy problem. Może Texas nie jest psem, który wypruje strzałą do wody podczas sesji, ale brak mózgu było widać przez wszystkie treningi w tym miejscu. Tak, więc ostatecznie nie wiem, czy udało by mi się zrobić coś więcej z psem, który głową już sobie pływa w jeziorku. Znaczy zrobić pewnie by się dało, ale to w jakim stylu byłoby to zrobione to druga sprawa.




Agility... po pierwszym treningu byłam szczerze załamana. Texas wpadał w hopki jak buldożer na dopalaczach, za jednym skokiem leżała cała przeszkoda. Mnie też udało mu się podciąć z taką siłą, że nie ustałam na nogach... 'Coś' pobiec udało nam się dopiero, gdy Texas wyżył się na niewinnych hopkach i zrozumiał, że trzeba przez nie skakać, a nie je taranować. Może Texasowi przydałoby się czasem zarąbać w mur, a nie jakąś tyczkę, czy boczek...

jestem wężem
Powiem szczerze, że w końcu agility na prawdę mi się spodobało! Wprawdzie Texas jest dla mnie bardzo trudny do prowadzenia, pod względem prędkości światła, ale również technicznie. Nie potrafię ogarnąć tylu różnych rzeczy w tak krótkim czasie i jeszcze pamiętać co będzie dalej... Nie jestem dobrym handlerem i raczej nigdy nie będę, nie oszukujmy się, pewnych rzeczy się nie przeskoczy, szczególnie jeśli nie jest to sprawa najważniejsza z ważnych, a agi dla mnie jest raczej tylko fajnym dodatkiem. Niestety trudno jest ćwiczyć coś raz na jakiś czas, widać u Texasa przyzwyczajenie do biegania prostych torków na Skach, dodatkowo niestraszne mu żadne przeszkody do rozwalenia na drodze. Obozowe torki na pewno nie były banalne, chyba nigdy takich nie biegaliśmy, ale czasem udawało nam się całkiem ładnie ogarnąć. W każdym razie już nie uważam, że agility jest takie nudne i wgl bezsensu. Przez te niecałe 5 dni dowiedziałam się chyba więcej niż w ogóle wiedziałam na temat tego sportu. Może nawet jakby w Łodzi było jakieś sensowne miejsce do ćwiczenia to może bym się zainteresowała, ale jako że nie ma, to też nie płaczę i tak wolę obi :P


1 komentarz:

  1. Brawo za przeżycie podczas biegów z texem po torku ! xD

    OdpowiedzUsuń