Prawie miesiąc temu ruszyliśmy w kierunku Częstochowy na nasze pierwsze seminarium obedience. O zachowanie Texasa byłam w dużej mierze spokojna, bardziej bałam się naszego wysokiego poziomu ;) Na pierwszym wejściu zajęliśmy się aportem, zarówno formalnym, jak i zabawowym... Zgubiłam koziołek i nadal nie kupiłam nowego, więc jeszcze wiedzy nie wykorzystałam w praktyce, ale myślę, że teraz pójdziemy do przodu. Niestety aport zabawowy nie jest idealny, wprawdzie Tex nie spieprza z zabawką, ale jednak podanie do ręki trwa dłuższą chwilę. Zaleceniem było nie rzucanie niczego przez jakieś 3 tygodnie i nauka zabawy na dwie piłki. Dwie identyczne piłki na sznurku kupiłam, ale średnio nam pasują, więc niechętnie ich używam. No, ale kiedyś i tak trzeba będzie to dopracować.
Drugie wejście to zmiany pozycji oraz zwroty i skręty. Pozycje w końcu zaczynają jako tako wyglądać, a wystarczyło inaczej ręką machać, więc jestem dobrej myśli. Równanie też jest całkiem spoko.
Na seminaria przydałoby się częściej jeździć, bo teraz wiem co robiłam źle i jak to poprawić, ale też dużo dowiedziałam się z problemów innych uczestników.
 |
| fotkę mam jedynie taką ;) |