Texas atak rozszalałych hormonów zaplanował, akurat na dzień w którym byliśmy umówieni na spacer. Poprzedniego dnia, dumna z mojego pieska, że tak ładnie aportował, a później jeszcze odwołał się od zwiewającego kota cieszyłam się, że jeszcze nie wszedł w ten najgorszy wiek i miałam nadzieję, że przeżyje go dość gładko. Następnego dnia rano kiedy wychodząc zza bloku przywołałam psa do nogi i po chwili schyliłam się, żeby przypiąć smycz, Tex zrobił unik, no dobra to podchodzę, a młody znowu zwiewa z miną "o nie, nie ja już jestem dużym bołdełkiem i sam wiem gdzie mam iść". xd
Ehh zaczęło się dojrzewanie, nie zamierzam z tym walczyć, bo tylko zepsuję sobie nerwy. Będę się jedynie starała nie utrwalać takich zachowań. Jakiś głos w główce mówi "pańcia ci już nie potrzeba, rób co chcesz, a najlepiej nie to co pańcia chce" to nie ma co się szarpać trzeba przeczekać i się trochę wycwanić. Ogólnie nie jest źle, przez większość czasu Tex zachowuje się normalnie.
 |
| <3 |
 |
| Z Floydem |
Za zdjęcia dziękujemy Ani :)