Pojawiła się możliwość trenowania, dzięki uprzejmości pewnych osób. Patrycja zapytała, czy pojadę na agi, zgodziłam się, bo i tak miałam wolny dzień. Wcześniej nawet nie pomyślałam o tym sporcie - w Łodzi jest niestety problem z treningami. Mam nadzieję, że nowa inicjatywa się rozwinie, bo zamiary są ambitne ;)
Wprawdzie nie jest to nasz pierwszy kontakt z agility. Jako szczeniaczek, Texas miał zrobione podstawy, choć ja treningi traktowałam bardziej jako socjal z rozproszeniem w postaci piesków. Następnie obóz w Annówce, który bardzo fajnie adżilitowo wspominam.
Dzisiaj byliśmy na drugim treningu w tym roku. Ćwiczyliśmy głównie outy i ciasne skręty. Texas pierwszy raz skakał Mki. Ustawiłam mu prostą z dwóch hopek, niestety kosił pierwszą tyczkę. Nie jestem pewna, czy zahaczał ją tyłem, czy po prostu nie wycelował z wysokością. Jednak ciasne zakręty nie sprawiły mu już takiej trudności jak prosta. Cieszy mnie fakt, że Tex utrzymuje ze mną kontakt i nie biegnie gdzie go łapki poniosą, co mu się zdarzało. Myślę, że błędy techniczne wynikają głównie z tego, że oboje jeszcze nie ogarniamy. Tex musi nauczyć się odczytywać to co pokazuję, a ja poćwiczyć handling. Jako, że moje nikłe doświadczenie w tej dziedzinie nie pozwala na osądy to czas pokaże, czy wyjdzie z tego coś sensownego.